Jak przyrządzić tuńczyka?

leave a comment »

Idzie o to, że mieszkałem teraz sam czas jakiś i nie bardzo się chciało gotować dla samego siebie. Bo i co to za radość – jeść z własnych rąk, przy stole własnym, przy akompaniamencie muzyki przez siebie kompletowanej ze smakiem i mozołem, i potem położyć się – ciągle samotnie – we własnym łóżku? Ano przyjemność niewielka. Dlatego też przez cały tydzień żywiłem się pieczywem, serem riquette na gorąco, prosto z piekarnika, maczając w nim ziemniaki    i kawałki owoców. A także mozzarella i pomidorami. Za przyjaciół mając donice bazylii.  

Ale ostatniego dnia, przejęty chyba ideą powrotu, postanowiłem zrobić tuńczyka. Oto przepis:

Nowa patelnia jest bardzo teflonowa (starą opuścił bóg), a więc łyżeczka dosłownie oliwy z oliwek wystarczy. Patelnią wykonać kilka ruchów wirowo-obrotowych, jako i ziemia robi to codziennie, aby tłuszcz rozlał się po wszystkich akwenach teflonowego, martwego morza, by nie pozostały miejsca suche i nieprzyjazne. I rozgrzewamy. Ponoć teflon jest najczęściej produkowany w procesie emulsyjnej polimeryzacji tetrafluoroetylenu która prowadzi do otrzymania ściśle liniowych cząsteczek o masach cząsteczkowych rzędu 1 000 000 (jeden milion) g/mol. Oprócz wyścielania wnętrz patelni stosuje się go również jako składnik smarów oraz implantów do rekonstrukcji twarzy.

Kiedy patelnia rozgrzewa się z wolna, obieramy duży ząbek czosnku, nie kroimy, koniecznie doprowadzamy do całkowitego rozgniecenia, jeżeli możliwość – rozgniataczką właściwą – opatentowaną w tysiąc osiemset czterdziestym drugim przez włoskiego matematyka i analityka Giordano Oviedo de la Musterino. Renée Underkoffler – oddany witarianizmowi szef kuchni, propagator Ruchu Surowej Żywności mówi – „Dobra prasa do czosnku     obcowanie z nim zamienia w czystą przyjemność, przeciśnięty czosnek ma lżejszy, smak delikatniejszy, niż czosnek roztarty, wyklucza bowiem metaliczny blask jego centrum”. Jeżeli natomiast przypadkiem nie posiadamy sprzętu profesjonalnego, wystarczy butelka pół litrowa szklana, dajmy na to, ciechana miodowego. Przed rozgniataniem butelkę należy opróżnić, możliwie szybko. Wszyscy wiemy, że wypicie jednego piwa przed posiłkiem powoduje niemożliwe do porównania z niczym produkcje soków trawiennych, burczenie i chęć kupowania fistaszków, pistacji, czy też przysmaku świętokrzyskiego nieporównywalną. Dlatego też, pobudziwszy apetyt płynem, szybciutko rozgniatamy czosnek na desce do krojenia i, całkowicie rozmaśloną masę, przenosimy na rozgrzany tłuszcz, by tam rumieniła się i wstydziła. Rozróżnia się cztery rodzaje prażenia – utleniające, redukujące, pirolizę i kalcynację. Zaleca się pewną dowolność, szczególnie podczas prażenia czosnku, ja jednak, nauczony doświadczeniem, skłaniałbym się ku prażeniu utleniającemu, ewentualnie ku pirolizie.

W pierwszym dniu po przerwie noworocznej, w 2010 roku, na targu w Tokio, sprzedano tuńczyka o masie 232 kg, osiągnął cenę 122 000 EUR. Ponoć największy tuńczyk miał ponad cztery metry i ważył 700 kg. To olbrzymi tuńczyk.

Jak wyglądała ryba, która wypełniała kupioną przeze mnie wczoraj w sklepie na rogu Ordynackiej i Nowego Światu puszkę? Jakie prądy nosiły ją między Morzem Barentsa a Wyspą Niedźwiedzia? Czy powiła potomstwo? W jakich, rybich bogów wierzyła i skąd przyszła, rodząc się? Czemu nie wybrał jej kupiec na jednej z japońskich wysp? Była najbrzydszym rybiątkiem w ławicy? Za karę bawiła się w kącie z rozgwiazdami, bo żadna inna ryba nie chciała z nią chodzić na plankton? W ogóle jaki jest stosunek narodu Tuńczyków do zagadnienia Kwot Połowowych dorsza na 2010 roku? Mnie wiedzieć nie podobna.

Dlatego też otwierając puszkę myślę o bukiecie przypraw, które podkreślą jego smak (ach te donice bazylii). Niestety puszka opiera się – widać tu dobry, polski wyrób. Mimo to kilka zręcznych ruchów wystarcza, by kuchnia okryła się wykwintnym zapachem wartym cztery złote, niby kirem twarz owdowiałej damy. Teraz odsączamy ową gęstą substancję, w której, niby w ciepłym brzuchu matki, spoczywało pokawałkowane rybie ciało. I dodajemy do czosnku, od chwili, kiedyśmy mówili o nim, osiągnął barwę #964B00 (heksadecymalny zapis barwy brązowej). I wyrzucamy trumienkę. Musi to, proszę Państwa, bulgotać akurat tyle, ile zajmie nam googlanie puszki pomidorów całych (polecam Dawtona), w szafce obok lodówki. I otworzenie jej. I rozdrobnienie ich. Ja używam do tego swojego Dzielnego Blendera: bierzemy kufel do piwa litrowy, puszkę pomidorów całych, cztery listki bazylii, łyżeczkę małą białego pieprzu, łyżeczkę małą ostrej papryki, łyżeczkę soli, cztery oliwki czarne. I razem to wzięte oddajemy pod wstawiennictwo obracających się szybciutko, niby karuzela, noży, lecz tylko na sekund kilka! Tak, by można było rozpoznać zwłoki oliwek i nagie ciała tomatów. Ową czerwonawą masę wrzucamy w cicho syczący bulgot. Wszystko tu skwierczy cudownie. My natomiast próbujemy przypomnieć sobie, gdzie widzieliśmy puszkę ananasów w kawałkach. Widzieliśmy na pewno. Ba, sami kupiliśmy przecież. O! Jest, w tej półce, co kasze, ryż i makarony (przy okazji, mam nadzieję, że wstawili już Państwo wodę na makaron?).

A więc wyjmujemy ananasy! Przypomina nam się, że jest przecież jakieś półtora tysiąca gatunków tej zapylanej przez kolibry rośliny (Gromada okrytonasienne (Magnoliophyta Cronquist), podgromada Magnoliophytina Frohne & U. Jensen ex Reveal, klasa jednoliścienne (Liliopsida Brongn.), podklasa Commelinidae Takht., nadrząd Bromelianae R. Dahlgren ex Reveal, rząd bromeliowce (Bromeliales Dumort.), podrząd Bromeliineae Engl., rodzina bromeliowate (Bromeliaceae Juss.)). Upijamy pyszny syropek i połowę ananasków (pokrojonych czule) dodajemy do radośnie podskakującego na patelni jedzonka. Wodę na makaron solimy i czekamy aż zacznie przypominać powierzchnię gejzeru, wtedy też wsypujemy połowę zawartości torebki. Gotuje się 6 minut. W tym czasie znajdujemy jedyną dość twardą jeszcze, choć już lekko cherlawą cytrynkę. Kroimy na pół. I z jednej połówki soczkiem kropimy całość niby wodą święconą ziarna owsa, jak to czyni Proboszcz na wspomnienie św. Szczepana. Ponoć owa procedura upamiętnia kamieniowanie tego męczennika. W Polsce kwitnie aż osiemdziesiąt jeden miejscowości, które wzięły nazwę od Jego Imienia. W jednej z nich urodził się ów znamienity Jegomość, biskup Stanisław, męczennik takoż, zgładzony przez tutejszy Sanhedryn, w osobie Bolesława Szczodrego objawiony.

Odczekawszy pozostałe minuty, odnajdujemy cedzak (inaczej durszlak, od niem. Durchschlag) i opłukujemy nasze gnocci z nadmiaru soli, pozostawiamy na chwilę, by odeszły wody, potem zaś wykładamy na głęboki talerz. Tak przygotowany podajemy z gotowym już tuńczykiem chyżo pluskającym się w sosie. Przechodzimy w pokoje jadalne, a po drodze włączamy sobie pierwszą część utworu „Tabula Rasa” skomponowanego w 1977 roku przez Arvo Parta na dwoje skrzypiec, orkiestrę smyczkową i fortepian preparowany. Ponoć, kiedy muzycy zobaczyli partyturę tego utworu zapytali Gidona Kremera (który dyrygował pierwszym wykonaniem)  – „Gdzie jest muzyka?”. Otóż jest proszę Państwa. Całością jest muzyka.

About these ads

Written by broniesiejakos

Marzec 21, 2010 @ 1:17 pm

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Twitter picture

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

%d bloggers like this: