Posts Tagged ‘deszcz

103

z 4 uwagami

Ojciec dopiero teraz, przy świątecznej wódce, o tym mówi. Nie, że dużo, trochę. Tak, jakby wstydził się, że kiedyś był biedny, że krowy pasł za rzeką całe lata. „W Pułtusku jest cmentarz rosyjskich Żołnierzy, dwadzieścia tysięcy ich leży, kurwa tyle, co 2 okoliczne miasta. Nikt tego nie patrzy, pozarastało, jeszcze brakuje, żeby Narew zalała całość, zmyła, a potem tylko zaorać. Ale kto będzie chciał orać na kościach? Wyjmować spode ziemi  guziki, zęby, czaszki? Czytaj resztę wpisu »

Written by broniesiejakos

Kwiecień 5, 2010 at 10:24 am

85

Skomentuj »

Może to ten Sinatra nad naszymi głowami, a może farba na poręczach kanap, z której się śmieliśmy? Może dość sztywny kelner i mój kapelusz, który Cię żenował? Może wszystko na raz, za szybko, za wcześnie? Nie wiem.

Pamiętam, pośpiesznie wybijała kod na domofonie, myliła się kilka razy, na do widzenia pocałowałem Jej włosy. Padało. Czy wchodziła na swoje piętro powoli? O czym myślała? Szukała w kieszeni kluczy? Znalazła w niej papierki po lizakach, które jedliśmy wczoraj w parku? Poprzedniego dnia? Nie wiem. Padało. Wróciłem i zaparzyłem czarną, mocną herbatę. Otrzymuje się ją w wyniku czterech procesów; więdnięcia, skręcania, fermentacji i suszenia. To chyba jedyna rzecz rozpoczynana więdnięciem, czyż nie? Więdnięcie wiąże się z utratą turgoru w organach roślinnych wskutek niedoboru wody w tkankach. Właśnie tak. Kiedy usiadłem przed komputerem była tam i znów rozmawialiśmy, jak gdyby nic się nie stało, jakbym Jej nie przytulił, jakby nie powiedziała mi, że nie, że to nie wyjdzie i odejdź.

Sztukę tracenia łatwo zgłębić, pisała E. Bishop, coś w tym jest. Zawsze jest coś, co można stracić i za każdym razem ta utrata wydaje się największa na świecie, choćby chodziło tylko o kilka złotych straconych w cukierni na przydrogich ciastkach. Dla Niej wuzetka, dla mnie napoleonka. Dla Ciebie białe, dla mnie deszcz. Można by kłócić się o ilość słów w zdaniach, zdarzeń złożonych ze zdań, o nieskończoność, której nie przybywa. Ciągle mniej, dni jak czekolada rozpływają się nam w ustach. W mieszkaniu ulatnia się gaz, czy to powinno mi coś sugerować? Jak to, że dziś zamiast tomografu omyłkowo niemal zrobiono mi rezonans, co rozerwałoby mi zwyczajnie czaszkę, boć spinają ją dzielnie płytki metalowe. I to zażenowanie Pani Pielęgniarki, i niedowierzanie. Jesteśmy miastem pogan.

Jesteśmy miastem? Ty i ja. “Nic od Ciebie nie chcę, chyba pójdę spać”, a przecież nie możemy wyrwać się z byle rozmowy. Rozmnożyć słowo jak chleb, czułość jak rybę i skonsumować w jakimś nieskończenie ciepłym uścisku, na który nie ma szans? Czy znosi mnie w rejestry niebezpiecznie wysokie? Czy mogę pozwolić sobie na jeszcze jedną wulgarną bajaderkę? Na ogień? Na bolesne pęknięcie? Na patelnie wylałem tłuszcz. Usmażyłem frytki.

Problemy ze snem. Tak, boli mnie głowa, jakby w środku nieustannie eksplodowała kostka rosołowa. Boli. Nie mogę czytać, z trudem łapię myśli. Jutro do miasta przyjeżdża Ojciec. Przywiezie niepokój.

Łatwo jest dać za wygraną, powiedzieć “niech będzie” i uderzyć w smutek. Zdecydowanie zbyt łatwo. Tak to już jest.

Written by broniesiejakos

Listopad 18, 2009 at 1:22 am

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.