Posts Tagged ‘muzyka’
87
“this music is oceanic”.
Pomówmy o dźwiękach, co istnieją w odpowiedniej odległości, gdzieś w przestrzeni. I tylko czasem wnikają głęboko, głęboko pod skórę, pod paznokcie, pod powieki, jak miłość. Muzyka, jak każde uczucie jest raną, jak każde piękno, jest raną, którą chce się pogłębiać. Myśliwski pisał, że książki to świat, który się wybiera, a nie świat, na który się przychodzi. Czyż nie jest tak samo z muzyką? Muzyki, tak jak szczęścia trzeba szukać w sobie, bo nikt nam go nie da, jeśli sami nie ukierunkujemy się na nie. A szczęścia “czasem więcej jest w jednym dobrym słowie, niż w całym długim życiu”.
Prawdy i piękna szuka się jak dobra, czyż nie? Właśnie to jest to, co zawsze wydawało mi się najbliższe w literaturze, a co teraz z wielką radością odkrywam w muzyce, nieco bardziej świadomie wybierając ją i chłonąc. Piękno jednoznacznie kojarzyło mi się zawsze z czułością. “Są takie oczy, nie pozna pan po nich, że płakały. Wystarczy je otrzeć. A są takie, że płacz długo w nich stoi, nawet gdy dawno płakały”. Piękno zawsze było dla mnie ciepłem, stąd tak często wracam do powieści Borisa Viana, do wierszy Buntinga, Pasewicza, do książek Llosy, z których wieje taką nieodpartą potrzebą ciepła, zrozumienia i miłości, która jednak nigdy człowieka nie spotyka, mimo że czasem wydaje mu się, że się o nią otarł. Jednak nie sama czułość świadczy o dobroci, ale i prawda. A nie znam innej prawdy, niż tęsknota za pięknem. “Przeszłość to tylko nasza wyobraźnia, a wyobraźnia potrzebuje tęsknoty, wręcz karmi się tęsknotą. Przeszłość drogi panie nie ma nic wspólnego z czasem, jak się sądzi”.
Tak oto uzupełniają się te kategorie i, niby nóż, dźgają nam serce, ciągle popychając do rozwoju, do poszukiwania tak, byśmy mogli dogonić życie, i siebie dogonić. Spróbować się odnaleźć. Najgłębiej przecież kocha się przez ból, kochasz kiedy boli Cię czyjś ból. I czasem w tym, co uda Ci się przeczytać, usłyszeć, zobaczyć znajdujesz jakąś wiązkę czyjegoś bólu, który Cię dotyka, rani, kaleczy. Trzeba być otwartym na ten ból, na ten smutek.
Słucham dzisiaj “Lamentate” Parta w wykonaniu Boreyki i Hilliard Ensamble. Można by powiedzieć, że to utwór, który opłakuje nie śmierć, nie zmarłych, nie to, co minęło, ale to co mija, czego zaczyna nam brakować teraz – życie. Arvo Parta inspirowała rzeźba Anisha Kapoora “Marsjasz”, patrząc na niego, pamiętając o tym jak Apollo obdarł go ze skóry po przegranym turnieju muzycznym, autor “De profundis” wierzył, że obserwuje siebie, martwego. I miał poczucie, jakby jego ciało nie było gotowe na przyjęcie tego wyzwania, śmierci. Więc może stąd u ponad siedemdziesięcioletniego kompozytora tak dramatyczny ton, takie wołanie o posłuch. Czuję się onieśmielony wspominając te ciche, a zarazem przeszywające solowe partie fortepianu, które czasem rozrywa orkiestra. I ten moment, kiedy zbliża się finał i potęguje się ból. Uważam to dzieło za jedno z jego najważniejszych dokonań.
Chciałbym Państwu zwrócić uwagę również na ciekawą propozycję fińskiego kompozytora, Sasu Ripatti, niektórym znanego pewnie jako Luomo. Niedawno odbył się koncert jednego z jego projektów – Vladislava Delaya, na którym zagrał z Luciem Capece i grupą Food. Przed nimi wystąpił zespół eyebrow. Na stronie Arctic Circle Radio można posłuchać audycji, w której o tych bardzo utalentowanych artystach opowiada Collin Buttimer, dziennikarz i krytyk muzyczny BBC. Myślę, że warto, oto bezpośredni link do audycji. link
Na koniec coś, co przez ostatni tydzień budziło mnie i cieszyło. Dobre, ale nie najlepsze wykonanie, najlepsze mam na płycie tylko, youtube niestety – wiadomo. Koncert na skrzypce i obój J. S. Bacha, mov. 1, allegro. Wspaniały fragment. Miłego wieczoru Państwu.
wczoraj
Wczoraj dzień zaczął się około siedemnastej. Wcześniej walczyłem na kilku frontach, z jednej strony z bólem głowy, z drugiej, z kaszlem, katarem i zimnem. Co jakiś czas podchodząc do gazowego piecyka, sprawdzając czy tym razem przypadkiem, być może, o ja proszę, niech tak będzie, zadziała. Lecz nie, nie zadziałał, na szczęście są jeszcze dobre dusze, które w zanadrzu mają aspirynę, dobre dusze i krótkie spacery. Są jeszcze.
A dzisiaj? Podniosłem już powieki, lecz w płacie czołowym jeszcze się piętrzą końcówki snów. Kot atakuje mi stopy, taka forma “dzień dobry”. Dzień dobry Kotku, idę po wątróbkę i zmienić Ci wodę. Potem napełnię wannę i usnę na moment. A potem się ogolę, by odtrącić grzechy. Zjem, by znów zgrzeszyć, wyjdę, by się cieszyć. Może, nie wiem.
Dzisiaj kilka słów więcej napiszę dopiero wieczorem. Teraz chciałem się podzielić jednym utworem.
A ten piękny utwór? Co z tym pięknym utworem?
dzisiaj będzie muzycznie
ale to za jakieś 30 min,
teraz idę po proszka, proszka od bólu głowy. albowiem chyba znów się zaczyna desant na szeroką skalę.
—
no i minęło czasu odrobinę więcej niż zapowiadane 30 min., przepraszam. ale usnąłem. a kiedy spałem śniły mi się rzeczy dziwne. ostatnio ogólnie śnią mi się na przykład pomarańczowe grabie, dzieci maleńkie, które kołyszę, wypasione obiektywy, których miał nie będę nigdy. i tak dalej.
jutro jadę do stolicy robić zdjęcia. i na owych zdjęciach zostaję do środy. toteż dzisiaj będzie muzyka i żadnych smutnych notatek, albowiem nie mam już siły na smutne notatki.
i zacznijmy od Fiony Apple, ostra dziewczyna, śliczna i ostra. i jak ładnie śpiewa
a to wykonanie “Les Joyeux Bouchers” lubię chyba najbardziej
a tę piosenkę uwielbiam za tą bardzo hm spokojną energię, niepozorność i fińskość
i to, za to, że oddaje dokładnie stan, w jakim jestem
po środzie będę znów, ze zdjęciami, pa
pięknie brzmi jak Pani śpiewa
En skepnad som vintern kårar
I nattens stjärnaurora
Frostens dotter som fimbulkronan bär
Den isblåa huldra tiga
Svept i slöjor vinterliga
En nysnöns ängel från vitklädd glaciär
conie?


