Posts Tagged ‘pisanie’
Jak zostałem Paolo Coelho
Jak zostałem Paolo Coelho.
Koan buddyjski mówi „Mistrz trzyma głowę ucznia pod wodą, długo, bardzo długo; pęcherzyków powietrza jest coraz mniej, w ostatniej chwili mistrz wyciąga ucznia, przywraca do życia: kiedy zapragniesz prawdy tak jak pragnąłeś powietrza, dowiesz się czym ona jest”.
A więc jesteś całkiem nieobecna. Właściwie – nie ma cię wcale, także i Twoja nieobecność jest czymś w rodzaju snu. Mimo to musisz mieć twarz, aby mnie zauważać. A jeżeli powietrze to Twój zapach, a ta nieobecność to właśnie woda, zimna, cierpka, ciemna? Jeśli ktoś, może nawet Bóg, trzyma mnie od ciebie z daleka tylko po to, bym mógł nauczyć się pragnąć? „Dlaczego więc drżę, kiedy łokieć dotyka ramienia zupełnie jeszcze nieznajomej kobiety?”. Potem – na przykład – jestem w bibliotece i jej oczami czytam książkę, siedzi cztery stoliki dalej, co czyta? co chwilę poprawia włosy. „Encyklopedia od Nationalism” – odczytuję tytuł. Czy poprzez to pożądanie mnożę tylko żal? Żal o co? O zrozumienie? O jego brak? Czy ktoś w ogóle wspominał o zrozumieniu? Może inaczej – wobec kogo? Może tylko tej wzajemności żal, która tak niemożliwie odległa, której w języku niepodobna znaleźć, a z ruchu warg niemożliwością wyczytać. Może tylko w chwilach gdy mówi, o sobie, o życiu, o wszystkim i przygryza wargi. „A teraz zobacz, stoję przed tobą, nagi, po kolana w stercie kompostu”. Tak bym chciał powiedzieć i już nic nie musieć dodawać.
język
na początku był język. słowo było. kilka lat temu. to jest ciekawe, jak ów język przeobraził się. jak się przebóstwił. jak bardzo zwiądł i zugorzał, niestety. Kiedyś było słowo i jakaś wyobraźnia, która pchała to w nieistniejącą, ale z jakiegoś powodu ciekawą przestrzeń. a teraz jedyną przestrzenią, jaką mam jest to wszechobecne narzekanie, gmeranie. Licho, martwo, mało. Nie ma przestrzeni. Obcy język.
Wiele razy złapałem się na tym, że siadam do komputera i chcę pisać tak, jak kiedyś pisałem – z łatwością, od razu, pełnymi obrazami, wiecie – słowa leciały jak kamienie w wode – mocno, z pluskiem. teraz jest inaczej, ostatnio mądra znajoma jedna powiedziała, że to wcale nie jest źle, bo przecież nie można się rozszczepiać, nie można rozbijać się o mówienie, nie można mówić po stokroć i w mówieniu upatrywać czegokolwiek.
dlatego teraz słucham. a że ostatnio zabłyszczał gdzieś po środku tego mroku pewien rodzaj szlachetnego kamienia, bardzo jeszcze gdzieś daleko, ale zabłyszczał, to teraz się słucha raczej tego
i to musicie zobaczyć, Cocer jednak wymiata, oj tak!! w ogóle Across the Universe jest wspaniale zrealizowanym filmem, prawda?
a skoro już mowa o Across the Universe i o… no to jeszcze tego sobie posłuchajcie tego


