Posts Tagged ‘sesja’
poniedziałek, ranek
Wczoraj był długi dzień. Wstałem o 6.00 by o 7.00 wsiąść do autobusu pks który z małej wioski miał zawieść moje śpiące zwłoki do skierneiwic, albowiem o godzinie 7:46 był pociąg do warszawy. No nie wpadłem na to, że od czasów kiedy chodziłem do liceum się nieco mógł zmienić ów szlachetny rozkład jazdy i teraz w niedzielę autobusy o 7:05 nie jeżdżą. Nie wpadłem. Toteż poczekałem trochę i zabrałem się z jakimś – przypadkiem przejeżdżającym – znajomym. Który przez drogę całą, na szczęście niedługą – opowiadał mi o planowanym swoim ślubie. no ale to nieważne. 
wczoraj były zdjęcia z Zin, Martą, Anitą, Koleżanką Anity, Marty Facetem, Maćkiem, Bratem Marcina, Jego Dziewczyną. I pierwsza konkluzja – nigdy więcej tyle osób na sesji, no fuckin’ way. To znaczy było bardzo miło, przyjemnie, kupa śmiechu i w ogóle, ale no way. Nigdy więcej nie pozwolę na jakieś osoby postronne. Tym niemniej wydaje mi się, że jak na pierwszą sesję w sezonie – materiału będzie dużo. Bardzo podobała mi się praca dziewczyn – Anity i Marty, dziękuję Wam dziewczyny. I Zin też dziękuję, która mimo zimna bardzo się sprawowała dobrze
Niestety nie mam czasu zeskanować teraz materiału, poza tym część zdjęć robiona była bronicą Maćka, więc muszę poczekać na Jego skany, dlatego też na stronę zostaną wrzucone zdjęcia gdzieś w przyszłym tygodniu.
Póki co jutro jest egzamin z językoznawstwa i zaliczeznie z dialektologii, w środę jest teoria literatury, w czwartek – - – buddowie wiedzą tylko co przyniesie czwartek.
Chciałbym jeszcze dodać piosenkę, piosenkę, piosenkę. Piosenkę, co rozbija mi ostatnie dni skutecznie.
Chciałbym zrobić wiele rzeczy, ale zwyczajnie nie mogę, to tak jak w tej książce, wiesz, niezależnie co zrobisz, ten gest i tak pozostanie pusty. jak mały palec buddy.
wieczór, zgodnie z planem
Od czego tu zacząć, żeby niczego nie pominąć – jak to Foks pisał – w dobrym początku upatruję szczęśliwego końca. Więc tak, ze spraw internetowych, wchodzenie na tego bloga będzie już nieco łatwiejsze, znajduje się on teraz pod adresem http://blog.konradciok.com natomiast strona ze zdjęciami pod adresem www.konradciok.com, zapraszam do zwiedzenia. Nowe zdjęcia będą już w poniedziałek. Nie mogę się doczekać, plany są bardzo dobre, ach.
Ostatnie dni wielce jakieś są obfite w różne dobre zdarzenia. Łukasz Pięta – szef Teatru Napięcie w jakiś – sobie tylko znany sposób – zdobył ponad 200 m2 halę (nazywaną pieszczotliwie halką) przy ulicy Piotrkowskiej (wejście do China Town, przy presto), tam też od teraz znajduje się nasza siedziba – miejsce prób, spektakli i ogólnych spotkań. Przez niedzielę dochodziliśmy z tym miejscem do ładu, podłogi umyte, łazienka wysprzątana, plany wysnute. Oj, będzie się działo, proszę Państwa. Niedługo zamierzamy wystawić po raz kolejny „Salon Lenistwa”, pracujemy też nad „Operą” Sosnowskiego. Teatr to wspaniała rzecz. Scena jest tym, co Konrady lubią bardzo. Ale to chyba się zaczyna gdzieś wcześniej, podczas pracy nad spektaklem, mozolnej, pełnej napięć i wspaniale jednoczącej ekipę. O konkretach opowiem nieco później, w ogóle to jestem chyba jedyną osobą zajmującą się zdjęciami, która nie posiada aparatu (cyfrowego), więc zdjęć tego przybytku póki co nie ma.
Poza tym dzisiaj mój indeks wzbogacił się o pięć ocen bardzo dobrych. Euforii nie ma, ale jakoś czas, kiedy złożę go w dziekanacie się przybliżył. Z tej radości zrobiłem sobie ogromną wyżerkę złożoną z 0,5 kg mięsa mielonego, kilograma warzyw, puszki pomidorów bez skórki, dodatkowej cebulki oraz dwóch torebek ryżu, całość popita litrem pepsi dała efekty dość oryginalne, jednakże chyba zapadnięcie w śpiączkę tylko mogłoby jakoś zniweczyć ten mój dobry nastrój.
A wczoraj była zupa z brukselki, która chodziła za mną od jakiegoś czasu, kluczem jak zwykle są przyprawy, pieprz ziołowy i muszkatołowa gałka. I ser, topiony ser.
A teraz – teraz będzie czytanie. Dzisiaj przeczytałem Skafander i Motyl, ale jednak film lepszy, to znaczy cholera wie, gdybym najpierw przeczytał książkę…
Nie mogę jednak czegoś nie zostawić. Mam nadzieję, że jeszcze tu czasem czasem, no wiesz.
konwojem, operą.
Są słowa, których się nie wypowiada, bo brzmią jak chore drzewa. Dlatego może spróbujmy zająć czymś myśli, wróćmy do tematu. Opera. Tak, jak matematyka ponoć jest królową nauk, tak i opera stała się na przestrzeni dziejów królową muzyki. Skąd się wzięła opera, proszę Państwa? Na to pytanie w ogromnym skrócie dzisiaj odpowiemy.
Czytaj resztę wpisu »


